Biegnie, najszybciej jak potrafi. Jeszcze tylko jeden zakręt. Dogoni ją! Słyszy jej pośpieszne kroki i nierówne sapanie, jest niedaleko. Wbiega za nią po krętych schodach wieży, ciemność nie przeszkadza mu w pokonywaniu kolejnych stopni. Nagle kroki ustają, raptownie się zatrzymuje i podnosi głowę. W tej samej chwili niebo przecina piorun. Kobieta w długiej, czarnej szacie ściska mocno barierkę. W jej szeroko otwartych, fioletowych oczach widać strach. Po chwili jednak unosi z godnością wysoko głowę.
- W końcu ci się udało - jej głos jest spokojny
- Ja cieszę się z tego bardziej, niż ty - wychrypiał i powoli zbliżył się do niej.
Mogła mieć spokojny głos, ale cuchnęła strachem.
- Nie uda ci się, dobrze o tym wiesz - rzuciła ostro
- Wiesz, że nic nie jest niemożliwe. Nie drocz się ze mną. Wiesz, jak to na mnie działa...Gab - sięgnął delikatnie do jej twarzy, złapał materiał kaptura i odchylił go do tyłu.
Kobieta miała długie, białe włosy, delikatne rysy twarzy i spiczaste uszy.
Spojrzała prosto w jego twarz, która nabrała spokojnego wyrazu. Patrzyli na siebie niemal z czułością. Wiedziała, że oboje przedłużają nieuniknione.
- Zrób to - zamknęła oczy, a po jej policzku spłynęła łza.
- Jeszcze nie jest za późno, Gabrielle...
Kobieta odchyliła się do tyłu, wypadając przez balustradę. Nie jej krzyk, a mężczyzny odbił się echem po lesie. A potem dał się słyszeć dźwięk łamanych kości, mężczyzna zamilkł. Wszystko znowu pogrążyło się w ciszy.
- Żegnaj - powiedział i odszedł.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz